W lutym byłam w Chinach. I dlatego mam zamiar w wielu postach opisać, to co widziałam i czego się dowiedziałam o tym wspaniałym państwie. Miałam to szczęście, że moja przyjaciółka Marta pojechała tam na roczny kurs języka i była świetnym przewodnikiem. Na początku zdziwiłam się gdy mówiła mi, że tak znane w świecie Zakazane Miasto nie jest największą atrakcją Pekinu. No sorry, może jest - w końcu jest pierwszym i najważniejszym punktem programów wszystkich wycieczek, ALE po przejściu tych wszystkich placów, pałaców i ogrodów, przyznałam Marcie rację. Zakazane Miasto jest po prostu NUDNE. Każdy plac, każdy pałac wygląda tak samo. Po kilku godzinach spędzonych w tym miejscu miałam dosyć. Podziwiam te osoby, które wykupiły audio-guide'y i grzecznie stały przed każdym, takim samym, pałacem i słuchały, kto tam mieszkał i w jakim wieku żył. Z ulgą opuściłam to miejsce.
![]() |
| Niebiańska Brama - Wejście do Zakazanego Miasta ze słynnym wizerunkiem Mao. |
![]() |
| Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że zgubisz się w Zakazanym Mieście. Ja się zgubiłam i przez to nie dotarłam do podobno przepięknego ogrodu. |
![]() |
| Jeden z wielu bardzo podobnych dziedzińców Zakazanego Miasta. |
Dla porównania - ulica przy uniwersytecie Marty. Zdecydowanie moje ulubione miejsce. Pełna prawdziwych Chińczyków, prawdziwie pracującyh na utrzymanie rodzin, mnóstwo jakże śmiesznych dla nas chińskich studentów (hitem modowym są oprawki okularów bez szkieł - czym dziwniejsze tym lepiej). Ceny produktów na normalnym poziomie - jesli chcesz coś kupić przy Zakaznym Mieście szykuj się na złodziejskie ceny. Każdy sklepik do którego zajrzałam był małym dziełem sztuki. Zarówno wieszaki jak i to co na nich wisiało było po prostu - przepiękne. Na straganach, owoce leżały w specjalnie uformowanych kupkach. Najbardziej podobały mi się truskawki, które leżały - wszystkie zwrócone w tę samą stronę - w specjalnych skrzynkach. Sami Chińczycy, byli tu jacyś tacy bardziej PRAWDZIWI. Dużo się śmiali, zagadywali mnie i Martę i pozytywnie machali gdy odchodziłyśmy. W turystycznych centrach nie uświadczycie takiego zachowania.
Dla mnie ta zwykła ulica była ważniejsza od wielu zabytków, które zobaczyłam. Dzięki niej mogłam obserwować PRAWDZIWE Chiny. Nie te sztucznie wygenerowane dla zachodnich turystów.








