środa, 22 stycznia 2014

Kolacja u Marii i Patrika

Właśnie wróciłam z kolacji u mojej host family. Dla tych, którzy nie wiedzą o co kaman - dostałam się do programu rodzin goszczących i natrafiłam na świetną rodzinę. Dzisiaj zaprosili mnie i Lucasa (mojego host brother) do siebie na kolację. Pozwolili mi też na zrobienie kilku zdjęć ich domu, żebym mogła stworzyć tę notkę. O to jak wyglada typowy szwedzki dom z zewnątrz:



Skandynawowie nie zasłaniają swoich okien. Stawiają w nich lampki. Wygląda magicznie, prawda?


A tak jest w środku. Oczywiście dużo mebli pochodzi z IKEA. Wzruszający jest fakt, że moja host family tak się przejęła tym całym blogowaniem, że specjalnie dla mnie posprzątali cały dom.









W każdym szwedzkim domu, musi być też kominek. Bez niego nie byłoby tego specjalnego, nordyckiego klimatu.
Lubię to!


Po wycieczce, razem przygotowaliśmy kolację. No właściwie, zrobili ją Patrik i Maria. My zawzięcie kroiliśmy warzywa do sałatki. Co było w menu? O men. Same rzeczy, które będą mi się śniły po nocach (zwłaszcza, że kolejne miesiące mam zamiar przeżyć na bardzo partyzanckim gotowaniu) - łosoś, pieczone ziemniaczki, sos z kawiorem (jeeej), sałatka grecka (z marchewką(?!)) i oczywiście, sok żurawinowy. Mniam ;_;








Oczywiście musiał być też deser. Poczęstowano nas ciastem, które pochodzi z Varmland czyli tej części Szwecji w której mieszkam. Nazywa się MARBACKAKAKA. Nie, nie umiem tego wymówić, chociaż Maria bardzo się starała. 
Ciekawostka:
Wymyślili je drwale, pracujący w szwedzkich lasach. Nie jedli go z bitą śmietana i jabłkami jak my, tylko ze wszystkimi rodzajami mięsa, które upolowali. Ciasto pieczone jest z mąki, zrobionej z prażonych płatków owsianych.


A na koniec - moja host family :)





piątek, 17 stycznia 2014

Universitet vol.2

Dzisiaj przedstawiam Wam drugą część zdjęć z universitet. Jest on naprawdę piękny. Dzisiaj na spotkaniu z naszymi host family (odbyło się ono w kościele, dali nam jedzenie ;_;) dowiedziałam się, że jeden z budynków dostał nagrodę w 2009 za najfajniejszy budynek publiczny. Nie dziwi mnie to. I Was też pewnie nie zdziwi po zobaczeniu zdjęć.


To jest miejsce gdzie można się uczyć, ale też rozmawiać, pić i jeść.


To jest biblioteka. Po lewej stronie są pokoje do grupowej nauki, które można sobie zabookować na max 3 godziny.


Takie same schody prowadzą do piwnic gdzie mieszczą się pokoje cichej nauki. I tu pojawia się pytanie czemu nie wpadli na podobny pomysł na naszym, jakże wspaniałym, wuzecie? Przecież w naszej bibliotece są ludzie, którzy chcą się pouczyć w grupie, ale też i tacy, którzy potrzebują świętego spokoju. Widocznie nie jesteśmy na takim poziomie ogarnięcia na jakim są Szwedzi.



Jeden ze studenckich barów. Grecka sałatka jedyne 25zł!


Dla wtajemniczonych - postać na zdjęciu to Paulina!



To jest dom studenta. Tak, tak - tutejsi studenci mają taki o to budynek:
Samorząd wuzetu ma pokój w piwnicy. Good job, Swedish!


A teraz przejdziemy do budynku, który otrzymał wspomnianą wcześniej nagrodę. Na zewnątrz nie wygląda zbyt specjalnie.


Za to w środku wygląda tak:


To jajo, to sala kinowa mieszcząca ok 170 osób. Odbywają się tam normalne zajęcia, a w środowe wieczory organizowane są pokazy filmów. Filmy wybierane są na podstawie głosowania, odbywającego się na facebooku. Niestety nie zrobiłam zdjęcia z zewnątrz, ale w nocy ta część budynku wygląda po prostu GENIALNIE.






I na koniec jeszcze 3 ciekawe zdjęcia


Zdjęcie nr.1 - Nie wiem o co w tym chodzi, ale to dość intrygujące.


Zdjęcie nr.2 - Na większości gabinetów ludzi zajmujących się administracją wiszą takie o to kółka. Jakie to proste a zarazem genialne.


Zdjęcie nr.3 - Studenci tutejszego wydziału będącego odpowiednikiem naszej polibudy robią takie cudeńka.



czwartek, 16 stycznia 2014

Karlstad

Dzisiaj z Pauliną poszłyśmy na organizowany wypad dla obcokrajowców do centrum miasta. Uniwersytet zapłacił nam za przewodników, którzy mieli zadanie pokazać nam piękno Karlstadu. Dostałyśmy się do grupy Caroline z USA (wielkie "jeej!" zakrzyknęła Paulina).


To jest Caroline.


Caroline jednak uznała, że nie pokaże nam piękna Karlstadu, tylko piękne pomniki. To była męcząca godzina, gdzie główną atrakcją było stanie w mrozie i słuchanie o osobach dla których te pomniki postawiono.


Pomnik nr 1.


Pomnik nr 2.


Pomnik nr 3.


Pomnik nr 4.


Pomnik nr 5.

A propos pomnika nr 3 - funny story.
Symbolem Karlstadu jest Słońce. Słońce to prawdziwa dziewczyna, która sobie kiedyś żyła w Karlstadzie. Jej rodzice, Niemcy, szybko umarli i biedna Słońce musiała zacząć pracować. Wybrała karierę kelnerki. Była tak świetna w tym, że ludzie zaczęli właśnie mówić do niej Słońce. Okazało się, że ma dryg do zarabiania kasy i skończyła życie jako posiadaczka kilku restauracji w mieście. Wspaniała historia, prawda? Tylko Szwedzi mogą stawiać pomniki kelnerkom. I tworzyć brand całego miasta na podstawie ich życia. 

Po ponad godzinnym patrzeniu na pomniki, poszliśmy do UNO. I to jest coś czego w Polsce (chyba) nie ma, a zdecydowanie takie coś powinno być. Mianowicie miasto stworzyło miejsce, gdzie młodzi ludzie mogą przyjść, napić się bardzo taniej kawy (to ważne bo Szwedzi mają bzika na punkcie "fika" - przerwy na kawę, która może potrwać nawet dwie godziny), uczyć się, zorganizować koncert swojego zespołu, ćwiczyć taniec, malować. Jeśli jesteś youthem z Karlstadu możesz robić tu właściwie wszystko. Osoby pracujące tam zawsze chętnie pomogą w organizacji nawet wystawy Twoich zdjęć. Super sprawa. I wszystko w bardzo miłym klimacie ogólnego wyluzowania.







Wracając na karlstadzką ulicę, to jest właśnie to Słońce, które jest symbolem miasta:


Zwracam też waszą uwagę na byczą koparę, stojąca obok przystanku. Jak spada śnieg, Szwedzi nie bawią się w jakieś mini pługi znane nam z polskich dróg. Tu się drogi ODKOPUJE. 

Jednak nawet totalnie zasypane drogi nie przeszkadzają Szwedom w jeździe na rowerze. Robi to bardzo wiele osób. Mój host dad, powiedział, że tacy ludzie są 'very stupid'. Podzielam to zdanie.


Chociażby dlatego, że po zostawieniu roweru na zewnątrz, po kilkudziesięciu minutach może on wyglądać mniej więcej tak:


I na koniec notki jeszcze kilka zdjęć centrum.