środa, 29 maja 2013

Pekin I - Dlaczego nie warto chodzić tam gdzie każą nam przewodniki

   W lutym byłam w Chinach. I dlatego mam zamiar w wielu postach opisać, to co widziałam i czego się dowiedziałam o tym wspaniałym państwie. Miałam to szczęście, że moja przyjaciółka Marta pojechała tam na roczny kurs języka i była świetnym przewodnikiem. Na początku zdziwiłam się gdy mówiła mi, że tak znane w świecie Zakazane Miasto nie jest największą atrakcją Pekinu. No sorry, może jest - w końcu jest pierwszym i najważniejszym punktem programów wszystkich wycieczek, ALE po przejściu tych wszystkich placów, pałaców i ogrodów, przyznałam Marcie rację. Zakazane Miasto jest po prostu NUDNE. Każdy plac, każdy pałac wygląda tak samo. Po kilku godzinach spędzonych w tym miejscu miałam dosyć. Podziwiam te osoby, które wykupiły audio-guide'y i grzecznie stały przed każdym, takim samym, pałacem i słuchały, kto tam mieszkał i w jakim wieku żył. Z ulgą opuściłam to miejsce.



Niebiańska Brama - Wejście do Zakazanego Miasta ze słynnym wizerunkiem Mao.



Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że zgubisz się w Zakazanym Mieście.
Ja się zgubiłam i przez to nie dotarłam do podobno przepięknego ogrodu.





Jeden z wielu bardzo podobnych dziedzińców Zakazanego Miasta.

   Dla porównania - ulica przy uniwersytecie Marty. Zdecydowanie moje ulubione miejsce. Pełna prawdziwych Chińczyków, prawdziwie pracującyh na utrzymanie rodzin, mnóstwo jakże śmiesznych dla nas chińskich studentów (hitem modowym są oprawki okularów bez szkieł - czym dziwniejsze tym lepiej). Ceny produktów na normalnym poziomie - jesli chcesz coś kupić przy Zakaznym Mieście szykuj się na złodziejskie ceny. Każdy sklepik do którego zajrzałam był małym dziełem sztuki. Zarówno wieszaki jak i to co na nich wisiało było po prostu - przepiękne. Na straganach, owoce leżały w specjalnie uformowanych kupkach. Najbardziej podobały mi się truskawki, które leżały - wszystkie zwrócone w tę samą stronę - w specjalnych skrzynkach. Sami Chińczycy, byli tu jacyś tacy bardziej PRAWDZIWI. Dużo się śmiali, zagadywali mnie i Martę i pozytywnie machali gdy odchodziłyśmy. W turystycznych centrach nie uświadczycie takiego zachowania.


Moja ulubiona ulica.

Na zdjęciu wszystkie sklepy są jeszcze zamknięte, ponieważ moją podróż zaplanowałam na
 Chiński Nowy Rok, a wtedy większość mieszkańców Pekinu wyjeżdża do swoich rodzin.
 Niestety, nie mam zdjęć po ich powrocie, bo chyba byłam tak zafascynowana tym miejscem,
że po prostu zapomniałam o ich robieniu ;)


   Dla mnie ta zwykła ulica była ważniejsza od wielu zabytków, które zobaczyłam. Dzięki niej mogłam obserwować PRAWDZIWE Chiny. Nie te sztucznie wygenerowane dla zachodnich turystów.

4 komentarze:

  1. Cudowne miejsca! Mam nadzieję, że kidyś będę mieć możliwość tam być! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się, Chiny to absolutnie niesamowity świat warty poznania. Trzymam kciuki za Twój rychły wypad do Państwa Środka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Już niedługo będę miała okazję spędzić w tym niesamowitym kraju całe trzy miesiące :-)) Jedzenie będzie pewnie jeszcze bardziej aromatyczne (przez większość czasu będę w Syczuanie) i turystów trochę mniej w mieście, w którym będę, mam nadzieję, że będę miała okazję poznać prawdziwe Chiny :-))

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, tak. Zdecydowanie trzymaj się z daleka od turystycznych dzielnic :)
    btw - uważaj na to jedzenie w Syczuanie. Znam kilka osób, które mówiły "phi, ja jadam tak ostro, że ten Syczuan to pikuś" no i mówiły tak do spróbowania pierwszej potrawy ;)
    a. i przywieź koniecznie pieprz syczuański! miny przyjaciół po jego spróbowaniu - bezcenne ;)
    a.a.2. właśnie wrzucam na mojego fejsa filmik z instruktarzu jedzenia kaczki po pekińsku. Może Cię to zainteresuje :)

    OdpowiedzUsuń