sobota, 14 czerwca 2014

Gotlandia - Spotkanie z naturą

Proszę się przygotować na dużą liczbę zdjęć.
Według mnie, jeśli ktoś jedzie do Szwecji w nadziei zobaczenia pięknych miast, może się zawieść (oprócz Sztokholmu, Sztokholm jest super). Szwedzi zdają sobie z tego sprawę, więc silnie promują swoją przyrodę. I słusznie bo mają się czym chwalić. Potwierdza to też Gotlandia.
Gdy zaczęłyśmy przygotowywać się do naszej podróży w to miejsce natknęłyśmy się na kampanię promocyjną:




Można myśleć, że wszystkiego zdjęcia są mocno potraktowane photoshopem i jest to totalna nieprawda. Ale jednak nie. Byłyśmy w większości miejsc z kampanii i możemy potwierdzić - cała wyspa jest jak zlepek krajobrazów z różnych krańców Europy i Śwata. Przez dwa dni zobaczyłyśmy Grecję, Chorwację, Francję, Polskę, Szkocję, Anglię, Belgię...
BTW - wydaje mi się, że ta kampania jest mocno zerżnięta z polskiego pomysłu promocji Mazur. Not cool.


Takie widoki miałyśmy jakieś 500m od naszego domku. Wakacje pełną parą!









Gotlandia ma również swoją Blue Lagoon.




Jeden z pięknych rezerwatów przyrody:









Same drogi były ciekawe:



Natura, dosłownie wpadała na nasz samochód. W ciągu 3 dni widziałyśmy na drodze m.in. owce, jeże, sarny - jedna wybitnie chciała być rozjechana. I ptaki - również drapieżne. Jednego ptaka niestety zabiłyśmy. Wyobraźcie sobie 8 dziewczyn, które dyskutują, która ma wyciągnąć go z krat z przodu samochodu. 



To chyba najbardziej znane miejsce na Gotlandii. Żeby było śmieszniej, w gruncie rzeczy nie na Gotlandii tylko na wyspie obok, zwanej Faro. Można się tam dostać darmowym promem. 











Jedną z atrakcji Gotlandii (po za szczęśliwymi krowami) są... owce. Szczęśliwie dla mnie, Gotlandczycy hodują głównie te czarne, które są zdecydowanie moimi ulubionymi. Za każdym razem gdy widziałam stado obok, którego przejeżdżałyśmy, jęczałam, żeby dziewczyny zatrzymały samochód. W końcu się tego doczekałam.
Czekała nas śmieszna niespodzianka. Otóż gdy zatrzymałyśmy się naszym turystycznym Avisem, ów owce zaczęły niepokojąco beczeć i patrzeć się na nas tymi szalonymi oczami. Okazało się, że robiły to po to, żeby przywołać owce z innego pastwiska, żeby mogły pobeczeć sobie na nas razem.





Pod koniec wyprawy urzekły nas wielkie pola rzepaku.




A jadąc już do portu, niepodziewanie natrafiłyśmy na szczególnie piękne miejsce. Klify, których nazwy oczywiście nie pamiętam, były nie-sa-mo-wi-te.









poniedziałek, 2 czerwca 2014

Gotlandia - Festiwal Szczęśliwych Krów

Nie od dzisiaj wiadomo, że Szwedzi są wychillowanym narodem, nie mającym prawdziwych problemów (oni myślą, że mają bardzo ważne problemy, ale to nieprawda). I właśnie takich Szwedów spotkałyśmy na corocznym festiwalu Szczęśliwych Krów. Całe wydarzenie polega na tym, że masa ludzi ogląda moment w którym krowy trzymane w budynku przez całą zimę, mogą wreszcie wybiec na świeże powietrze. Jest to fajne bo krowy zazwyczaj chodzą, stoją lub leżą, a akurat te, nazywane często też "szalonymi" skaczą, bawią i tarzają się w sianie. Zabawne jest to że, jak na szwedzkie standardy przyjechała ogromna ilość ludzi, czekaliśmy na ten widok jakieś 20 minut, krowy wybiegły, poskakały ze 3 minuty i się skończyło. No bardzo ciekawe :P
 Za to rozdawali za darmo mleko i cynamonowe bułeczki, więc wszystkie byłyśmy w niebo wzięte.



Wydarzenie było sponsorowane przez Arlę. To szwedzka firma, która jest zdecydowanym liderem rynku mleczarskiego w Szwecji.











Nasz genialnie turystyczny avisowy mini van.

A na samym końcu - najciekawszy moment tego widowiska. Emocje sięgały zenitu.