wtorek, 25 lutego 2014

Kiruna

O ho, szykuje się długa notka. Tzn i tak muszę podzielić te 4 dni na kilka wpisów, ale mam tyle do opisania, że głowa mała!
Nasza wyprawa zaczęła się w nocy 21 lutego. Team składał się z samych dziewczyn, które dumnie reprezentowały Austrię, Niemcy, Meksyk i Polskę.
Od ok 1 w nocy czekałyśmy na autobus, który miał nigdy nie przyjechać. Kiedy zostało nam pół godziny do odjazdu autokaru, który miał nas zawieźć na lotnisko poczułyśmy się lekko zaniepokojone. I co się stało? Nagle na horyzoncie pojawiły się 2 taksówki! Okazało się, że ludzie wrócili nimi z jakiegoś klubu. Może nie docenicie tego co napisałam, ale mieszkamy na strasznym zadupiu i jedyne co widzimy na horyzoncie to drzewa. Na pewno nie taksówki. Uf uf uf.

Nasza 'miracle taxi'.

Jednak to nie koniec historii. Jak się okazało, Szwedów też może zaskoczyć zima. Nie dość, że miejskie autobusy miały gdzieś kursowanie, to nasz Swebus spóźnił się 40 min. Potem jego opóźnienie wzrosło do godziny. Może to nic, ale nam to robiło różnicę. Przez szwedzką zimę wpadłyśmy na lotnisko mając 20 minut do odlotu samolotu. Szwedzi, jak to Szwedzi, kiedy zobaczyli nasze przerażone miny, przepuścili nas we wszystkich możliwych kolejkach. Na szczęście zima była zła i spowodowała również opóźnienie ów samolotu.

Nasz mniej 'miracle Swebus'
Kiruna - miasto na dalekiej północy Szwecji, stolica szwedzkiej Laponii (tak, tak - Szwecja też ma Laponię, ale bez św. Mikołaja). Istnieje tylko dlatego, że obok niego jest kopalnia żelaza. I to nie byle jaka. Podobno jej obroty są większe od Coca-Coli i Microsoftu razem wziętych. Info nie sprawdzona, tak nam powiedział nasz Dog Sledding Master, który również pracuje w kopalni. Tak jak prawie wszyscy mieszkańcy Kiruny. Ci którzy nie pracują w kopalni zajmują się turystyką. Co ciekawe, kopalnia rozrosła się do rozmiarów małego miasta i rozrasta się dalej. I dlatego też, Szwedzi postanowili przenieść całą Kirunę w nowe miejsce. Ma to nastąpić za kilka lat. Decyzja została przyjęta jednogłośnie, ponieważ mieszkańcy wiedzą, że nie przeżyją bez właściwie jedynego źródła pieniędzy w regionie.


Kiedy przyjechałyśmy cała okolica była pokryta śniegiem. I to nie taką ilością znaną, nam Polakom - niektóre zaspy miały ok 4m. Taka ilość może przydać się kiedy np jest się zmęczonym - nie potebna jest żadna ławka. Tylko spodnie narciarskie.


Kolejna piekna rzecz to sople. Pamiętam takie tylko z dzieciństwa. tutaj każdy budynek był nimi ozdobiony. Chociaż mamy koniec lutego, można poczuć w Kirunie magię świąt. Dodatkowe zastosowanie sopli to darmowe źródło wody lub mozliwość magicznej zmiany w jednorożca.




Jak każde północne miasto, także Kiruna chawli się artystami, którzy wykonali kilka rzeźb z lodu i sniegu. Są dość marne w porównaniu z chińskim Harbinem, ale nadal miałyśmy sporo radości bawiąc się wokół, na i w nich.





Oprócz śniegu i lodu, same kurińskie budynki robią wrażenie. Nie sądzę, że kiedyś znajdę miejsce z bardziej nordyckim klimatem.









Wiele osób mieszkających poza granicami miasta oprócz łopat posiada koparki. Specjalnie do odgarniania śniegu. Ale czad.
A. No i prawie popłakałam się widząc samochody podobne do tych, które znam z Islandii. Takie duże, ze specjalnymi światłami umożliwiającymi jazdę z czasie mrocznych zimowych miesięcy <3



Zgadnijcie jak najwygodniej poruszać się w Kirunie? Nie, nie samochodem. I nie autobusem. I zdecydowanie nie na piechotę.
Zdecydowanie najlepsze są... sanie.


Kiedy wracałyśmy z naszej lapońskiej wyprawy Pan, który nas odwoził wstąpił na chwilę tutaj:


To jest, moi drodzy, śmietnik. 15% domów w Kirunie ocieplana jest ze śmieci.


Jeszcze kilka zdjęć z miasta:








I na koniec mała zapowiedź kolejnego wpisu.










2 komentarze:

  1. Domki faktycznie klimatyczne, ale to jednorożec rządzi w tym wpisie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Co robi świeże powietrze z człowiekiem... ;)

    OdpowiedzUsuń