piątek, 7 lutego 2014

Farjestad - Linkoping




Nigdy nie byłyśmy na meczu hokejowym i uznałyśmy, że ekstra zniżka studencka (25zł!!!) plus państwo w którym jesteśmy wręcz wymaga od nas pójścia na tego typu event. No cóż, nie żałowałyśmy. Hokej to świetne widowisko i o wiele lepsza zabawa od naszej ukochanej polskiej piłki nożnej (uch, uch i się pewnie już naraziłam wielu osobom!)
Za każdym razem kiedy jest mecz w Karlstadzie, miasto uruchamia specjalne linie 60+, których zadaniem jest dowiezienie kibiców na arenę. To całkiem przyjemne. Gdyby nie ta linia jechalibyśmy dwa razy dłużej.





Teraz może kilka słów o karlstadzkiej drużynie. Powstała w 1932. Jak widać na powyższym zdjęciu, przez wiele lat była całkiem niezła. Od rozpoczęcia konkursu mistrzostw Szwecji w '75 zdobyli je 18 razy co daje im miano najlepszej szwedzkiej drużyny XXI wieku. Niestety najlepsi hokeiści zapragnęli rozwoju kariery w innych 'hokejowych państwach' i opuścili Farjestad. Od tamtej pory idzie im całkiem słabo. W tym momencie znajdują się na 6 miejscu Swedish Hockey League.



Oczywiście, mają swoich zagorzałych fanów, a fani mają swoją żyletę ;) 
Bardzo słabe przyśpiewki.



Nasza drużyna przegrała 2:4. Ale co tam i tak było super. 


Jako że się nie znam na tym sporcie to może mi ktoś powie o co chodzi ze zwyczajem dotykania lodu przez hokeistów po zakończonym meczu. Będę wdzięczna.
Na powyższym zdjęciu przeciwna drużyna dziękuje swoim fanom. Siedziałyśmy obok ich sektora. Ilość fanów typowo szwedzka.









sobota, 1 lutego 2014

Spacer

Dzisiaj uznałyśmy z Pauliną, że trzeba się ruszyć i spalić trochę kalorii. Najtańszą i w gruncie rzeczy, bardzo dobrą opcją spalania kalorii w Szwecji jest spacer po lesie. Nie ma nic lepszego od skrzypiącego, białego śniegu i CISZY. 


Ścieżka, którą szłyśmy jest również trasą narciarską. Co jakiś czas mijali nas wyluzowani Szwedzi.


O, na przykład ten Wyluzowany Szwed:







Co jakiś czas wpadałyśmy na głupie pomysły, których efektem były przemoczone buty i skarpetki.



Po drodze natknęłyśmy się na kilka domków Wyluzowanych Szwedów. Czyż nie są urocze?





A tu mamy Wyluzowane Szwedzkie Kozy. 


Niedaleko naszego campusu jest duże jezioro. Nad brzegiem znalazłyśmy jeszcze kilka ślicznych domków. Nie mogę się doczekać, kiedy zrobi się ciepło i będzie można przyjść tutaj z kocykiem i dobrą książką.







A na koniec jeden z naszych głupich pomysłów. Bo kto powiedział, że nie można chillować na ławeczce w lutym?


(Sorry za jakość zdjęcia. Mój aparat uznał, że ma dość robienia zdjęć i ratowałyśmy się komórką.)


środa, 22 stycznia 2014

Kolacja u Marii i Patrika

Właśnie wróciłam z kolacji u mojej host family. Dla tych, którzy nie wiedzą o co kaman - dostałam się do programu rodzin goszczących i natrafiłam na świetną rodzinę. Dzisiaj zaprosili mnie i Lucasa (mojego host brother) do siebie na kolację. Pozwolili mi też na zrobienie kilku zdjęć ich domu, żebym mogła stworzyć tę notkę. O to jak wyglada typowy szwedzki dom z zewnątrz:



Skandynawowie nie zasłaniają swoich okien. Stawiają w nich lampki. Wygląda magicznie, prawda?


A tak jest w środku. Oczywiście dużo mebli pochodzi z IKEA. Wzruszający jest fakt, że moja host family tak się przejęła tym całym blogowaniem, że specjalnie dla mnie posprzątali cały dom.









W każdym szwedzkim domu, musi być też kominek. Bez niego nie byłoby tego specjalnego, nordyckiego klimatu.
Lubię to!


Po wycieczce, razem przygotowaliśmy kolację. No właściwie, zrobili ją Patrik i Maria. My zawzięcie kroiliśmy warzywa do sałatki. Co było w menu? O men. Same rzeczy, które będą mi się śniły po nocach (zwłaszcza, że kolejne miesiące mam zamiar przeżyć na bardzo partyzanckim gotowaniu) - łosoś, pieczone ziemniaczki, sos z kawiorem (jeeej), sałatka grecka (z marchewką(?!)) i oczywiście, sok żurawinowy. Mniam ;_;








Oczywiście musiał być też deser. Poczęstowano nas ciastem, które pochodzi z Varmland czyli tej części Szwecji w której mieszkam. Nazywa się MARBACKAKAKA. Nie, nie umiem tego wymówić, chociaż Maria bardzo się starała. 
Ciekawostka:
Wymyślili je drwale, pracujący w szwedzkich lasach. Nie jedli go z bitą śmietana i jabłkami jak my, tylko ze wszystkimi rodzajami mięsa, które upolowali. Ciasto pieczone jest z mąki, zrobionej z prażonych płatków owsianych.


A na koniec - moja host family :)