czwartek, 16 stycznia 2014

Karlstad

Dzisiaj z Pauliną poszłyśmy na organizowany wypad dla obcokrajowców do centrum miasta. Uniwersytet zapłacił nam za przewodników, którzy mieli zadanie pokazać nam piękno Karlstadu. Dostałyśmy się do grupy Caroline z USA (wielkie "jeej!" zakrzyknęła Paulina).


To jest Caroline.


Caroline jednak uznała, że nie pokaże nam piękna Karlstadu, tylko piękne pomniki. To była męcząca godzina, gdzie główną atrakcją było stanie w mrozie i słuchanie o osobach dla których te pomniki postawiono.


Pomnik nr 1.


Pomnik nr 2.


Pomnik nr 3.


Pomnik nr 4.


Pomnik nr 5.

A propos pomnika nr 3 - funny story.
Symbolem Karlstadu jest Słońce. Słońce to prawdziwa dziewczyna, która sobie kiedyś żyła w Karlstadzie. Jej rodzice, Niemcy, szybko umarli i biedna Słońce musiała zacząć pracować. Wybrała karierę kelnerki. Była tak świetna w tym, że ludzie zaczęli właśnie mówić do niej Słońce. Okazało się, że ma dryg do zarabiania kasy i skończyła życie jako posiadaczka kilku restauracji w mieście. Wspaniała historia, prawda? Tylko Szwedzi mogą stawiać pomniki kelnerkom. I tworzyć brand całego miasta na podstawie ich życia. 

Po ponad godzinnym patrzeniu na pomniki, poszliśmy do UNO. I to jest coś czego w Polsce (chyba) nie ma, a zdecydowanie takie coś powinno być. Mianowicie miasto stworzyło miejsce, gdzie młodzi ludzie mogą przyjść, napić się bardzo taniej kawy (to ważne bo Szwedzi mają bzika na punkcie "fika" - przerwy na kawę, która może potrwać nawet dwie godziny), uczyć się, zorganizować koncert swojego zespołu, ćwiczyć taniec, malować. Jeśli jesteś youthem z Karlstadu możesz robić tu właściwie wszystko. Osoby pracujące tam zawsze chętnie pomogą w organizacji nawet wystawy Twoich zdjęć. Super sprawa. I wszystko w bardzo miłym klimacie ogólnego wyluzowania.







Wracając na karlstadzką ulicę, to jest właśnie to Słońce, które jest symbolem miasta:


Zwracam też waszą uwagę na byczą koparę, stojąca obok przystanku. Jak spada śnieg, Szwedzi nie bawią się w jakieś mini pługi znane nam z polskich dróg. Tu się drogi ODKOPUJE. 

Jednak nawet totalnie zasypane drogi nie przeszkadzają Szwedom w jeździe na rowerze. Robi to bardzo wiele osób. Mój host dad, powiedział, że tacy ludzie są 'very stupid'. Podzielam to zdanie.


Chociażby dlatego, że po zostawieniu roweru na zewnątrz, po kilkudziesięciu minutach może on wyglądać mniej więcej tak:


I na koniec notki jeszcze kilka zdjęć centrum.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz