poniedziałek, 2 czerwca 2014

Gotlandia - Festiwal Szczęśliwych Krów

Nie od dzisiaj wiadomo, że Szwedzi są wychillowanym narodem, nie mającym prawdziwych problemów (oni myślą, że mają bardzo ważne problemy, ale to nieprawda). I właśnie takich Szwedów spotkałyśmy na corocznym festiwalu Szczęśliwych Krów. Całe wydarzenie polega na tym, że masa ludzi ogląda moment w którym krowy trzymane w budynku przez całą zimę, mogą wreszcie wybiec na świeże powietrze. Jest to fajne bo krowy zazwyczaj chodzą, stoją lub leżą, a akurat te, nazywane często też "szalonymi" skaczą, bawią i tarzają się w sianie. Zabawne jest to że, jak na szwedzkie standardy przyjechała ogromna ilość ludzi, czekaliśmy na ten widok jakieś 20 minut, krowy wybiegły, poskakały ze 3 minuty i się skończyło. No bardzo ciekawe :P
 Za to rozdawali za darmo mleko i cynamonowe bułeczki, więc wszystkie byłyśmy w niebo wzięte.



Wydarzenie było sponsorowane przez Arlę. To szwedzka firma, która jest zdecydowanym liderem rynku mleczarskiego w Szwecji.











Nasz genialnie turystyczny avisowy mini van.

A na samym końcu - najciekawszy moment tego widowiska. Emocje sięgały zenitu.



niedziela, 1 czerwca 2014

Gotlandia - Visby

Na początku w ogóle nie chciałam jechać na Gotlandię. Nic o niej wcześniej nie słyszałam, oprócz tego, że istnieje. Oczywiście, okazało się, że ta wyspa położona na południowy wschód od kontynentalnej części Szwecji jest po prostu nie-sa-mo-wi-ta.
Pierwszego dnia przypłynęłyśmy do Visby, stolicy Gotlandii po południu. Już same miasteczko łączy w sobie wiele stylów i kultur. Głównie widać średniowiecze, ale niektóre uliczki wyglądają zupełnie jak  te francuskie lub belgijskie z późniejszych wieków. Ciekawe jest to, że co jakiś czas wyłaniały się z tych francuskich i belgijskich uliczek potężne ruiny starych średniowiecznych kościołów. A to wszystko otoczone 11 - kilometrowym, grubym jak 150 murem. Bajkowe miejsce.




























Zwracam Waszą uwagę na to okienku na samej górze. Urocze.















środa, 14 maja 2014

Helsinki, Finlandia

Niestety w Helsinkach spędziłam tylko godzin i to co napiszę pewnie będzie mega turystycznym spojrzeniem na to miasto.
Po pierwsze nie wiedziałam, że Rosja miała tak duży wpływ na budownictwo. A po pierwsze pierwsze to ja w ogóle nic nie wiedziałam o tym mieście. Może tylko coś nie coś o saunach. I muminkach, oczywiście.
Od muminków zaczął również nasz 'happy guide'. Zapytał się:
"Kto zna Muminki?"
"My!" - wykrzyczałyśmy z Olgą i Pauliną. I tylko my. Okazało się, że Muminki jednak nie są aż tak bardzo znane na świecie jak nam się wydawało. Reszta grupy nie wiedziała co to.



Musiałyśmy oczywiście dowiedzieć się gdzie można kupić gadżety z tymi postaciami. Okazało się, że w Finlandii Muminki są własnością jednej firmy i w samych Helsinkach są tyko dwa sklepy z przedstawicielami tej bajki. Nie znalazłyśmy pamiątek tego typu nigdzie indziej. Za to w Szwecji można kupić je w każdym sklepie np,.: na Gamla Stan (Sztokholm).



Kilka zdjęć surowej architektury Helsinek:





Finowie w czasie rosyjskiej okupacji byli zmuszani do budowania w jej stylu. Przemycali jednak narodowe elementy i dzięki czemu wyszło coś zupełnie nowego - rosyjski romantyzm. Na wielu budynkach widać elementy natury, tak ważnej dla Finów.









Budynek parlamentu.

Dworzec. Widać ogromne wpływy Rosjan.



Najważniejszym budynkiem Helsinek jest Katedra Luterańska. Każdy kto był w Helsinkach musiał ją zobaczyć. W czasie pisania tej notki dotarło do mnie, że nigdy nie weszłyśmy do środka. Nie mam pojęcia czemu o.o




Nie weszłyśmy do środka, ale za to jedna z koleżanek wpadła na pomysł, żeby koniecznie zobaczyć jakis pomnik z rurek. I gnałysmy chyba ze 3km tylko po to żeby zobaczyć to:


Szczęśliwie to mój blog i mogę sobie tu pisać co chcę i dlatego nawet nie będę szukać w necie co to za badziewie. Ale podobno ważne.
Dzięki Bogu, spotkało nas przy tych rurkach coś fajnego. Mianowicie chłopak ćwiczył rzuty frisbee obok nas i w końcu zapytał się skąd jesteśmy i co tu robimy. Po krótkiej rozmowie polecił nam knajpkę. Jeśli miescowy poleca sam z siebie jakieś miejsce to byłybyśmy głupie jeślibyśmy nie sprawdziły co to jest. I rzeczywiście nie zawiodłyśmy się.
Kawa i ciastko były pyszne, miejsce klimatyczne a obsługujące dziewczyny super miłe :)





Kolejnym ważnym punktem na turystycznej mapie Helsinek jest cerkiew prawosławna. Bardzo ładna w środku.



Najbardziej znanym kościołem jest jednak rock church - Temppeliaukio. Jedyny w swoim rodzaju, wykuty w granitowej skale pod koniec lat 60.



W Helsinkach byłyśmy 30 kwietnia. Dla Finów, zwłaszcza studentów jest to duże święto, zwane Vappu. Najłatwiej porównać je do juwenaliów, tylko takich na większą skalę. Większość studentów zakłada specjalne spodnie, dzięki którym zaznaczają do której organizacji należą. Wszyscy zaś mają białe a la marynarskie czapki, które dostali na graduacji liceum. Punktem kulminacyjnym imprezy jest odświętne założenie takiej czapki pomnikowi stojącemu po środku fontanny w centrum miasta.
Wiele osób kupuje też balony lub przebiera się za różne postacie.












Ciekawostka:
Znalazłam kilka takich oto biur - niby zwykłe, w bardzo fajnym skandynawski stylu, ale jednak inne - bo założone w miejscu, gdzie powinien być sklep lub punkt usługowy. Każdy może zajrzeć i zobaczyć co robią ludzie z firmy. Ośmieliłam się zrobić zdjęcie tylko pustego biura ;)



Helsinki były przed ostatnim punktem naszej szalonej wyprawy. Po nocy spędzonej na promie miałyśmy jeszcze cały dzień w Sztokholmie. Ale to już w kolejnym poście :)


A. I jeszcze na koniec kawałek niespodziewanie dobrego koncertu z promu. Kocham tego kolesia!!
(wskazówka - proszę odtworzyć filmik z przyciszonym dźwiękiem, bo jest on naprawdę okropny.)